Українська та зарубіжна поезія

Вірші на українській мові







Monolog dla Kasandry

To ja, Kasandra.
A to jest moje miasto pod popiołem.
A to jest moja laska i wstązki prorockie.
A to jest moja głowa pełna wątpliwości.

To prawda, tryumfuję.
Moja racja az łuną uderzyła w niebo.
Tylko prorocy, ktorym się nie wierzy,
mają takie widoki.
Tylko ci, ktorzy zle zabrali się do rzeczy,
i wszystko mogło spełnić się tak szybko,
jakby nie było ich wcale.

Wyraznie teraz przypominam sobie,
jak ludzie, widząc mnie, milkli wpoł słowa.
Rwał się śmiech.
Rozpalały się ręce.
Dzieci biegły do matki.
Nawet nie znałam ich nietrwałych imion.
A ta piosenka o zielonym listku –
nikt jej nie konczył przy mnie.

Kochałam ich.
Ale kochałam z wysoka.
Sponad zycia.
Z przyszłości. Gdzie zawsze jest pusto
i skąd coz łatwiejszego jak zobaczyć śmierć.
Żałuję, ze moj głos był twardy.
Spojrzcie na siebie z gwiazd – wołałam –
spojrzcie na siebie z gwiazd.
Słyszeli i spuszczali oczy.

Żyli w zyciu.
Podszyci wielkim wiatrem.
Przesądzeni.
Od urodzenia w pozegnalnych ciałach.
Ale była w nich jakaś wilgotna nadzieja,
własną migotliwością sycący się płomyk.
Oni wiedzieli, co to takiego jest chwila,
och bodaj jedna jakakolwiek
zanim –
Wyszło na moje.
tylko ze z tego nie wynika nic.
A to jest moja szmatka ogniem osmalona.
A to są moje prorockie rupiecie.
A to jest moja wykrzywiona twarz.
Twarz, ktora nie wiedziała, ze mogła być piękna.

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (3 votes, average: 3,67 out of 5)


Monolog dla Kasandry - WISłAWA SZYMBORSKA