Українська та зарубіжна поезія

Вірші на українській мові



Na śmierć Tadeusza Borowskiego

Borowski zdradził. Uciekł tam gdzie mogł.
Przed sobą widział gładką ścianę Wschodu,
Za sobą mury polskie Ciemnogrodu.
Co moze wtedy człowiek? Drobny stuk
Serca tak mało znaczy. Więzien Oświęcimia

Szczęśliwszy był, kiedy w podarku niosł
Mitigal, siarkę swojej ukochanej.
Naga, w gorączce, ranami okryta,
On klękał przy niej, zawsze takiej samej
Dla miłujących oczu. A nad nimi trwał
Dym ludzki, czarna rzeka, dym nad Birkenau.

Ludzi ocalić. Dać im niebo czyste
I ład na ziemi. Dać im umysł jasny.
Nad kraj ubogi, nad Wartę i Wisłę
Wznieść łuki świateł i strzec, by nie zgasły.
Ludzi ocalić. I za to marzenie
Jest obrachunek. Sztylet był zatruty
Mowi kronikarz. Wchodził między cienie
Od jadu zmii, od ziarna cykuty,
I Majakowski. Noc, do siebie strzela.
I nie masz, nie masz wtedy przyjaciela.

Więc gaz otworzył i twarzą do ściany
Odwrocił się i w mroczne wieki minął.
Toczyły śniezną pianę oceany,
Obłok pod księzyc pior białość rozwinął.
Milcząca trwała gładka ściana Wschodu
I śmiech się zerwał w murach Ciemnogrodu.


Na śmierć Tadeusza Borowskiego - CZESłAW MIłOSZ