Українська та зарубіжна поезія

Вірші на українській мові



Deszcz

Mowiłam tobie juz pięćdziesiąt kilka razy,
zebyś juz poszedł sobie, przeciez pada deszcz,
to przecie śmieszne takie stać tak twarz przy twarzy,
to jest naprawdę niesłychanie śmieszna rzecz;

zeby tak w oczy patrzeć: kto to widział?
zeby pod deszczem taki niemy film bez słow,
zeby tak rękę w ręku trzymać: kto to słyszał?
a przeciez jutro tutaj się spotkamy znow –

i tak się trudno rozstać,
i tak się trudno rozstać,
no, nawet jeśli trochę pada, to niech pada –

i tak się trudno rozstać,
i tak się trudno rozstać,
nas chyba tutaj zaczarować musiał deszcz.

II
Na Żoliborzu są ulice takie śliczne,
takie topole, a w tropach taki wiatr,
Gdy przyjdzie wieczor, świecą światła elektryczne
i tak mi dobrze, jakbym miała osiem lat;

mowisz: “Kochana!” Ja ci mowię: “Moj kochany!”
i tak chodzimy i na przełaj, i na w skos,
a w tej ulicy, ktora idzie na Bielany,
jest tyle świateł, jakby Szopen nucił coś –

i tak się trudno rozstać,
i tak się trudno rozstać,
no, nawet jesli trochę pada, to niech pada –

i tak się trudno rozstać,
i tak się trudno rozstać,
nas chyba tutaj zaczarowałć musiał deszcz.

III
Ja na początku przez trzy lata byłam w Łodzi,
A teraz tutaj mam posadę w AWF,
i byłam sama, potem zaczął on przychodzić,
pracuje w radio, muzykalny jak sam śpiew;

więc z nim piosenki sobie czasem rozne nucę,
on czasem skrzypce wezmie, na nich dla mnie gra –
a co wieczora na Żoliborz autobusem
do tej topoli, ktora nas tak dobrze zna –

i tak się trudno rozstać,
i tak się trudno rozstać,
no, nawet jeśli trochę pada, to niech pada –

i tak się trudno rozstać,
i tak się trudno rozstać,
nas chyba tutaj zaczarować musiał deszcz.


Deszcz - KONSTANTY ILDEFONS GAłCZYnSKI