Українська та зарубіжна поезія

Вірші на українській мові



Po wygnaniu

Juz nie gon. Cicho. Jak miękko deszcz pada
Na dachy tego miasta. Jak wszystko jest
Doskonałe. Teraz, dla was dwojga budzących się
W krolewskim łozu pod oknem mansardy.
Dla męzczyzny i kobiety. Albo dla jednej rośliny
Podzielonej na męskość i zenskość, ktore tęskniły do siebie.
Tak, to moj podarunek. Nad popiołami.
Na gorzkiej, gorzkiej ziemi. Nad podziemnym
Echem wezwan i przysiąg. Abyście o poranku
Byli uwazni: pochylenie głowy,
Ręka z grzebieniem, dwie twarze w lustrze
Są tylko raz, na zawsze. I niekoniecznie w pamięci.
Abyście byli uwazni na to, co jest chociaz mija
I w kazdej chwili wdzięczni, świętujący wszelkie istnienie.
Ten mały park, zielonawe popiersia z marmuru
W świetle perłowym, w letni drobny deszcz
Niech jak był kiedy pchnęliście furtkę zostanie.
I ulica wysokich zliszajonych bram,
Ktorą ta wasza miłość nagle przemieniła.


Po wygnaniu - CZESłAW MIłOSZ