Українська та зарубіжна поезія

Вірші на українській мові



Tren XV

Erato złotowłosa i ty, wdzięczna lutni,
Skąd pociechę w swych troskach biorą ludzie smutni!
Uspokojcie na chwilę strapioną myśl uroję,
Poki jeszcze kamienny w polu słup nie stoję,
Lejąc ledwie nie krwawy płacz przez marmor zywy,
Żalu cięzkiego pamięć i znak nieszczęśliwy.
Mylę się? czyli, patrząc na ludzkie przygody,
Skromniej człowiek uwaza i swe własne szkody?
Nieszczesna matko (jesli przyczytać mozemy,
Nieszczęściu, co prze głupi swoj rozum cierpiemy),
Gdzie teraz twych siedm’ synow i dziewek tak wiele?
Gdzie pociecha? gdzie radość i twoje wesele?
Widzę czternaście mogił, a ty, nieszczęśliwa
I podobno tak długo nad wolą swą zywa,
Obłapiasz zimne groby, w ktorych – ach, niebogo –
Składłaś dziateczki swoje zagubione srogo!
Takie więc kwiaty lezą kosą podsieczone
Albo deszczem gwałtownym na ziemię złozone.
W ktorą nadzieję zywiesz? Czego czekasz więcej?
Czemu śmiercią załości nie zbywasz co pręcej?
A wasze prędkie strzały albo łuk co czyni
Niepochybny, o Febe i mściwa bogini?
Albo z gniewu, bo winna, albo więc z litości
Dokonajcie, prze Boga, jej biednej starości!
Nowa pomsta, nowa kazn hardą myśl potkała
Dziatek płacząc Niobe sama skamieniała
I stoi na Sypilu marmor nieprzetrwany,
Jednak i pod kamieniem zywią skryte rany.
Jej bowiem łzy serdeczne skałę przenikają
I przezroczystym z gory strumieniem spadają,
Skąd zwierz i ptastwo pije; a ta w wiecznym pęcie
Tkwi w rogu skały wiatrom szalonym na wstręcie.
Ten grob nie jest na martwym, ten martwy nie w grobie
Ale samze jest martwym, samze grobem sobie.


Tren XV - JAN KOCHANOWSKI