Українська та зарубіжна поезія

Вірші на українській мові


Bajka warszawska

Wczoraj nocą (wszystko ściśle
Z najlepszego zrodła wiem)
Szedł jegomość przez Powiśle
Za Starego Miasta tłem.

W meloniku, kurtka krotka,
Wśrod nadbrzeznych zniknął traw.
Wzrok zamglony, siwa brodka:
Krotko mowiąc: Poldzio Staff.

Senna Wisła nagle drgnęła,
I w księzycu, z srebrnych wod
Cudna panna wypłynęła
Z rybią łuską koło ud.

I szepnęła: “Moj chłopczyku,
Nic się nie boj! Daj mi dłon!
Tak jak stoisz, w meloniku
Pojdz gdzie mieszkam, w Wisły ton.

“Co się wahasz? Nikt cię nie zji,
Znasz mnie przeciez z twoich snow.
Pogadamy o poezji,
I do miasta wrocisz znow.

“Pomarzymy o przeszłości,
Co pod gruzem miasta śpi.
Nie mam, widzisz, znajomości
Wśrod tych ludzi z nowych dni”.

Chlupnął Poldzio, i spod fali
Wyjrzał tylko jego nos.
Po czym całą noc gadali
Zaplatani w nimfy włos.

A nad ranem, gdy świt ściera
Mroki z sennych nieba lic,
Poldzio znow był u Fukiera
Suchy jakby nigdy nic.

Bajka warszawska - JAN LECHOn