Українська та зарубіжна поезія

Вірші на українській мові







Sielanka trzecia

Sileneus

Przedsię wy, leśne Muzy, przedsię w pieśni swoje!
Chromis, Mikon i Mnazyl, małych chłopiąt troje,
Sylena w cichej jamie zdybali spiącego.
Jeszcze był nie wyszumiał z wina wczorajszego.
Jako zawsze wience mu z głowy pospadały,
Dzban tylko i multanki przy stronie wisiały.
Rzucą się nan i jegoz własnymi wiencami
Imą więząc, bo nie raz ich obietnicami
Starzec wodził, a oni darmo się kłaniali,
A nigdy nic od niego nie otrzymywali.
Gdy się kręcą, wtym Egie do onej biesiady
Przypadnie, Egie między wszystkimi najady
Napiękniejsza, a gdy juz patrzał, jako miała
Pełną garść kalin, twarz mu nimi popisała.
Rośmieje się i rzecze: “Po co mię wiązecie?
Rozwiązcie, dzieci! Pieśni będzie, ile chcecie.
Wam, dzieci, piękne pieśni będą, a ty za tę
Uczynność wezmiesz, miła, inakszą zapłatę”.
Wtym zaczynał, a nimfy zewsząd się zbiegały
I niektore z faunami taniec gotowały.
Żwierz dziki z gor się sypał; las i wielkie sośnie,
I cokolwiek bujnego drzewa w boru rośnie,
Wierzchami potrząsały, właśnie by rozumne,
I wiatrowie ciszyli swoje wiania szumne.
Ani się tak dziwuje Izmar Orfeowi,
Ani skała parnaska mądremu Febowi.
A on śpiewał, jako świat stworzen od początku,
Jako przed wiekiem rzeczy tych nie było szczątku,
Jako ziemia w swych grunciech zawieszona, jako
Wody, ognie, powietrza dzielą się trojako:
Skąd ludzki rodzaj, skąd zwierz wszelki inszy niemy,
Jako od bydła roznym darem my zywiemy.
Skąd sionce, skąd gwiazdami niebo osypane,
Czemu księzyce biorą w światłości odmianę.
Skąd wichry, skąd pioruny, skąd straszliwe gromy,
Co ziemią trzęsie i gdzie są piekielne domy.
Czemu za wiekow złotych ni ziemie orania,
Ni było po szerokich morzach zeglowania,
Ani zbroj, ani mieczow, ani wojen znano,
Ani praw, ani wielkich statutow pisano,
Cnotą i przyrodzeniem ludzie się rządzili,
Az się potym znienagła swej wolej napili.
Więc z ojcow niepoboznych nie lepszy synowie,
A z złych synow gorszy się rodzili wnukowie.
Na koniec do zelaznych przyszło wiekow smutnych,
W ktorych się namnozyło siła serc okrutnych,
Siła zdrad, siła fałszow. Brat powstał na brata,
Syn na ojca; tu zona męza gładzi z świata,
Tu gość gościa, sąsiedzi wzajem się mordują,
Złe macochy pasierbom truciny gotują,
A święta Sprawiedliwość, ktora tu mieszkała
Obecnie z ludzmi, natwet w niebo uleciała.
A wtym Bog rozgniewany świat potopem psował,
Dwoje tylko lepszych dusz przy zdrowiu zachował.
A ci więc znowu ludzkie wieki rozmnazali,
Gdy kości wielkiej matki przez głowę miotali.
K temu przydawał, jako syn niezwycięzony
Jowiszow świat przejezdził i na wszystkie strony
Strasznym był. A coz po tym? Wszystkim jego była
Moc straszna, a samego domowa zgubiła.
Po co, śliczna krolowa, dufasz w chytre czary?
Po co męzowi swemu ślesz nieszczęsne dary?
Nie to cię ma zalecić, nie to wiarę daje,
Ale nienaganione, święte obyczaje.
Potym śmiech wszystkich bogow, gdy Marsa sieciami
Przyrzucił Wulkan, a sam połyskał rogami.
Więc bystrą Atalantę, ktora swe panice
Traciła przez zawodu srogą obietnice.
Więc ciebie, Enomau, ach, ojcze przeklęty!
I na toz uczyniony małzenski stan święty,
Aby nim nieostrozna młodz szła do utraty?
le do ciebie, zły ojcze, jezdzić było w swaty.
Zły ojcze, i na toześ pięknych cor namnozył,
Abyś nimi nad zdrowiem zięciow swych się srozył?
I wy, bezecne siostry, wy nielutościwe,
Coście pomordowały swe męze właściwe,
Za co w piekle bezdenną banię nalewacie,
Bezdenną, a prace swej korzyści nie macie.
Bodaj i ta niedługo wzięła rowną mękę,
Co przypsiągszy i ślubem uwiązawszy rękę,
Potym do niecudnego rozwodu skoczyła,
A męza ojczystych panstw pięknych pozbawiła.
A on nędznik, małzenstwa słowem omylony,
Został wygnancem i dziś jedzie w obce strony.
Potym przypomniał, jako skrzętną Koronidę
Chciwe oko do paniej przywiodło w ohydę,
Ze ją od fraucymeru swojego wygnała.
Nędznico, do czego-ć nic, czemuś wiedzieć chciała?
Nie zzyje z ludzmi, kto się chce o wszystkim badać,
Kto skrzętny i językiem nie umie ten władać.
A język naszkodliwsza sztuka u człowieka,
Przełoz i ciebie kazdy omijał z daleka,
A tyś tylko nad brzegi pustymi schadzała,
Aześ się w wronie piora na koniec odziała.
I tyś, kruku, przed laty pięknym ptakiem bywał,
I białością z łabęćmi dobrze porownywał.
Język, bezecny język i piory czarnymi
Oszpecił cię, i z ptaki pomieszał grubymi.
I teraz, gdybyś cicho latał, cicho siadał,
Mniej byś miewał zazdrości i lepiej byś jadał;
Ale ty wszędzie kraczesz i sroki cię znają,
I psi, i wilcy prawie-ć z gęby wydzierają.
Takie piosnki wymyślał niegdy kształtem nowym
Apollo, gdy za bydłem chodził Admetowym,
I na bukach wycinał. Stamtąd wyczytali
Satyrowie i takze po lesiech śpiewali.
Oni śpiewali, lasy im się odzywają,
A lasom się wokoło gory sprzeciwiają.
A starca więc tam one chłopięta trzymały,
Az juz prawie ostatnie zorze zapadały;
Dopiero się rozeszli, kazdy w swoje ślady,
Chłopcy z bydłem do domu, Sylen do biesiady.

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (3 votes, average: 2,00 out of 5)


Sielanka trzecia - SZYMON SZYMONOWIC