Українська та зарубіжна поезія

Вірші на українській мові







Pięć donosow

I

“Donoszę, panie naczelniku,
ze w naszym mieście jest pięć wdow
po gienierałach armii carskiej
i ze to się zaczęło znow:
Czyli ze, jak w poprzednim liście
donieść miał zaszczyt Gwozdz, moj zięć,
ledwo na niebie księzyc błyśnie,
gra w pięciu domach gitar pięć.
Gitary są własnością męzczyzn,
ktorych nazwiska będę znał –
i spać nie mozem, tak się męczym,
bo słychać wciąz: “Razbiej bakał!”
Potem rydzyki, grzybki, zrazy
zre kazda piękność z gachem swym
i łupią pięć do ośmiu razy,
ze az się nogi chwieją im.
Jeśli tak wszystko zacznie chwiać się
w tej biednej Polsce – ładny kwiat!
wtedy rozbiory, panie bracie,
i święta racja: Saisonstaat –
O czym poufnie i bez krzyku
donoszę, panie naczelniku”.

II

“Donoszę, panie naczelniku,
ze w naszym mieście student Bresz
czesze się bardzo ekscentrycznie,
przedziałek z tyłu robiąc tez.
Wszyscy się u nas czeszą podług
stołecznych zyczen, od iks lat,
a tylko Bresz ma manię podłą
być takim czymś na własny ład.
Kiedy na Obchod Konstytucji
sam pan starosta zjedzie z Płaz,
Bresz głowy tył pokazać musi,
w zamęt wprawiając karność mas.
Starosta, według świętych reguł
na jeza, wznosi: “Hip – hurraa!”
A Bresz, on stoi zawsze z brzegu
i tym przedziałkiem narod dzga.
I coraz więcej, widzę, ludzi
zaczyna czesać się jak Bresz:
Bortkiewicz, Durski, Bigda, Cudzik,
Hopla – Konecki i de Wesz…
O trądzie wśrod akademikow
donoszę, panie naczelniku”.

III

“Donoszę, panie naczelniku
(czy kiciuś naczelnika zdrow?),
ze student Bresz siedział wieczorem
u jednej z wyz. wspomnianych wdow.
Na stole stary stał samowar,
zakąski rozne, zjesz, co chcesz –
i nagle rzekł ponizsze słowa
do grzesznej wdowy student Bresz:
– Pani Rosjanką jest, Tatiano,
i znał Tołstoja pani mąz,
niech pani powie, skąd co rano
taki się smutny budzę wciąz?
A przeciez mam juz niepodległość
i wojsko własne, własny skarb,
ale ta cała niepodległość
ciązy na plecach mi jak garb.
I Wisłę mam, i inne rzeki,
i własną sol, i własny len.
A ja bym chciał gdzieś w kraj daleki,
co samą nazwą wprawia w sen…
O monologach romantykow
donoszę, panie naczelniku”.

IV

” Donoszę, panie naczelniku,
ze w naszym mieście…” ale tu
list został cięzko czymś pocięty,
jak gdyby brzytwą w miejscach stu.
Sprawca, co dziury powycinał,
musiał to być niedobry człek,
więcej! to była wielka świnia,
bo przedziurawił, potem zbiegł.
Lecz jeśli świnia, moj ty Boze,
inaczej czyz postąpić miał?
A moze uciekł az nad morze
i teraz błądzi pośrod skał?
Moze ma dziatki, duzo dziatek,
dziatki tez błądzą z nim we łzach…
a moze to był reumatyk
lub syfilityk – myśleć strach!
Tu noc, pioruny w dzieci biją,
słychać ryk fal i wiatru świst…
lecz po coś zniszczył, stara świnio,
ten moze najciekawszy list?!!
O starych świniach w mym kraiku
donoszę, panie naczelniku”.

V

“Donoszę, panie naczelniku,
ze przed godziną moja zona
się zapytała: – Co to jest
takiego grupa Laokoona?
Czułem, ze tu jest coś z otchłani,
a właśnie był na obiad śledz;
śledz mi jak dyszel stanął w krtani:
– Musisz z nią coś wspolnego mieć!
Z tą grupą! – rzekłem jak we mgle
od strachu. – Znamy doskonale
parlamentarne grupy, ale
tej “Grupy Laokoona” nie!
Na własną rękę więc w powiecie
zrobiłem z Waciem mały huk –
i co powiecie, co powiecie?
wyśnił się student Bresz, moj wrog!
U jednej z wdow mrowisko śliczne
nakryłem: Bresz i inne bubki,
a w ksiązce niby historycznej
fotografijkę całej grupki,
ktora załączam – podpis Ś. B.
jest na odwrocie – jasne: Bresz!
Proszę się przyjrzeć: świętą rzezbę
udają, lecz się bratku, strzez!
Bresza pod kluczyk i po krzyku –
radziłbym, panie naczelniku…”

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (2 votes, average: 3,00 out of 5)


Pięć donosow - KONSTANTY ILDEFONS GAłCZYnSKI