Українська та зарубіжна поезія

Вірші на українській мові







Wąwozy czasu

siedemnastego maja o siodmej godzinie
złoty wieczor się kładzie na siwym lublinie
lampy na smukłych słupach biją jak wodotryski
płynące złotem szemra o zachodzie okna
ulic klingi placow regularne dyski
futra skwerow zlał blask tego ognia
tak w środmieściu się pali dzien dogasający
inaczej tu o milę od murow
za sitowiem zapada słonce
jak cięzka szala wagi na ktorej zmierzch urosł

czas
wieczność czasu
szare wąwozy czasu
czas

ścieka w kroplach urasta otchłanie zapełnia
wieje chaosem rzeczy co są lecz się topią
w obłokach oiapłych noc dzien przepadły zupełnie
połbrzask jedynie wisi mętny szary popioł
obrazy marcoussisa pionin sen kruk sztandar
świeca morze pociski przyjaciołki ukłon
katalog rog ulicy pieśn mej matki zandarm
wszystko hurgoce w chmurach mgieł sztywnych jak sukno
krzyczący wir wybuchem znienacka uderza
wir niepokoju powstał moze z przeczytanych ksiązek
zagmatwał strugę czasu spruł ją wskroś i przezarł
szczelinę wydrazył

przez ręka wiru smagła uczyniony wytom
widać jak w teleskopie gwiazdę to co było

z daleka namiot cyrku z bliska transatlantyk
zasłonił nieba niebieski fajans
od ryku osypały się urwisk zołte kanty
mastodont stąpa zagniewany
rozpycha wieczor skorę tak wieczorem chłodzi

nagle zwinęły się liście paprotne po gajach
zaszumiały piana
to nic to ta chwila odchodzi

w chmurnej szczelinie inna sprzed tysiącoleci
pyłem drobnym jak petit na szpaltę nadleci

wiatr nurt zgrzebny dymem odurza
gwiezdny jakze piękny jest ognisk purpurowy zuzel
za obozem kołysały się wzgorza
grzbietami wielkich wołow
drewniane niezdarne łamały szuwar koła
i tu chaos mosięzne ręce miecze karki
naszyjniki z krzemieni oczy w ogniu jarkin.
oto burza postaci w skorach i kozuchach
stosy rozbijające płomieniami łun now

az znowu zaszumiało w szumach polbrzask bucha
pochłania miękka paszcza obłoku tłum hunnow
potem się w nowych światłach powoli rozchyla
jak balon nad miastem niedawna tkwi chwila

muł w rzekach kolczastego drutu
wśrod bomb ginących twarze
zluszczyl je bol jak belki łuszczy płomien w pozarze
ziemia i pułki butow
dnie stojące na płytkich okopach
mitraliez kaszle i świsty
na ogniach nocny popas
niebo ogniste
miasto mdlejące przestrzen ktora rzyęi
armaty rozpalone rwące się z uwięzi
w ogniach nicość
nagle odmęt białawy zawrzał w glos zanucił
jeslesmy pod lublinem ktory zorzą plunie
dzien dzisiejszy powrocił
powrocił jak syn marnotrawny
ucałujmy jego skronie

bo gdaic spojrzeć jak dawniej
budynki w oddalaniu lśniące
a tu o milę od murow
za trzciną i sitowiem zagubią sic słonce
jak cięzka szala wdgi na ktorej zmierzch urost

czas
wieczność czasu
szare wąwozy czasu
czas

wizje nie nasycają są zawiłym haftem
czy z tego alfabetu co będzie odczytam
po coz czytać i tak wiem chyba to jest prawdą
pytania odpowiedzą brzmią jak odpowiedzi pytan

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (2 votes, average: 2,50 out of 5)


Wąwozy czasu - JoZEF CZECHOWICZ