Українська та зарубіжна поезія

Вірші на українській мові

Atrament i kreda

Wzdychała kreda: “Wciąz jestem biała,
Nie chcę być biała!…” No i – sczerniała.

Jęczał atrament: “O, losie marny,
Wciąz jestem czarny, kompletnie czarny,

Jak gdyby we mnie kto smołę przelał.
Nie chcę być czarny! Dość juz!” I zbielał.

W szkole straszliwy zrobił się zamęt:
Ładna historia! Biały atrament!

Ktoz go na białym dojrzy papierze?
Nikną litery i kleksy świeze,

Nie zda się na nic wypracowanie,
Gdy z liter nawet ślad nie zostanie.

Zbladł nauczyciel i bladolicy
Przez chwilę z kredą stał przy tablicy,

Lecz nic napisać na niej się nie da:
Czarna tablica i czarna kreda!

Jak tu rozwiązać mozna zadanie,
Gdy cyfr odroznić nikt nie jest w stanie.

Rzekł nauczyciel zakłopotany:
“Dziwne to, bardzo dziwne przemiany!

Kreda jest czarna, atrament biały…
Wiemy, kto robi takie kawały!”

Mowiąc to palec przytknął do czoła,
Groznym spojrzeniem powiodł dokoła

I mnie, choć ja się winnym nie czuję,
Ze sprawowania postawił dwoję.

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (3 votes, average: 3,33 out of 5)

Atrament i kreda - JAN BRZECHWA