Українська та зарубіжна поезія

Вірші на українській мові



Do krola

Im wyzej, tym widoczniej. Chwale lub naganie
Podpadają krolowie, najjaśniejszy panie!
Satyra prawdę mowi, względow się wyrzeka.
Wielbi urząd, czci krola, lecz sądzi człowieka.
Gdy więc ganię zdrozności i zdania mniej baczne,
Pozwolisz, mości krolu, ze od ciebie zacznę.
Jesteś krolem, a czemu nie krolewskim synem?
To niedobrze; krew panska jest zaszczyt przed gminem.
Kto się w zamku urodził, niech ten w zamku siedzi;
Z tegoć powodu nasi szczęśliwi sąsiedzi.
Bo natura na rządczych pokoleniach zna się:
Inszym powietrzem zywi, inszą strawą pasie.
Stąd rozum bez nauki, stąd biegłość bez pracy;
Mądrzy, rządni, wspaniali, mocarze, junacy –
Wszystko im łatwo idzie, a chociazby ktory
Odstrychnął się na moment od swojej natury,
Znowu się do niej wroci, a dobrym koniecznie
Być musi i szacownym w potomności wiecznie.
Bo od czegoz poeci? Skarb krolestwa drogi,
Rodzaj mozny w aplauzy, w słowa nieubogi,
Rodzaj, co umie znalezć, czego i nie było,
A co jest, a niedobrze, zeby się przyćmiło,
I w to oni potrafią; stąd tez jak na smyczy
Szedł chwalca za chwalonym, zysk niosąc w zdobyczy,
A choć ktory fałsz postrzegł, kompana nie zdradził:
Ten gardził, ale płacił, ow śmiał się, lecz kadził.
Tyś krolem, czemu nie ja? Mowiąc między nami,
Ja się nie będę chwalił, ale przymiotami
Niezłymi się zaszczycam. Jestem Polak rodem,
A do tego i szlachcic, a choćbym i miodem
Szynkowa!, tak jak niegdyś ow bartnik w Kruszwicy,
Czemuz bym nie mogł osieść na twojej stolicy?
Jesteś krolem – a byłeś przedtem mości panem;
To grzech nieodpuszczony. Kazdy, ktory stanem
Przedtem się z tobą rownał, a teraz czcić musi,
Nim powie: “najjaśniejszy”, pierwej się zakrztusi;
I choć się przyzwyczaił, przeciez go to łechce:
Usty cię czci, a sercem szanować cię nie chce.
I ma słuszne przyczyny. Wszak w Lacedemonie
Zawzdy siedział Tesalczyk na Likurga tronie,
Greki archontow swoich od Rzymianow brali,
Rzymianie dyktatorow od Grekow przyzwali;
Zgoła, byle był nie swoj, choćby i pobłądził,
Zawzdy to lepiej było, kiedy cudzy rządził.
Czyn, co mozesz, i dziełmi sąsiadow zadziwiaj,
Szczep nauki, wznoś handel i kraj uszczęśliwiaj –
Choć wiedzą, chociaz czują, ześ jest tronu godny,
Nie masz chrztu, co by zmazał twoj grzech pierworodny.
Skąd powstał na Michała ow spisek zdradziecki?
Stąd tylko, ze krol Michał zwał się Wiszniowiecki.
Do Jana, ze Sobieski, narod nie przywyka,
Krol Stanisław dług płaci za pana stolnika.
Czujesz to – i ja czuję; więc się juz nie troszczę,
Pozwalam ci być krolem, tronu nie zazdroszczę.
Źle to więc, ześ jest Polak; zle, ześ nie przychodzien;
To gorsza (luboć, prawda, poprawiasz się co dzien) –
Przeciez muszę wymowić, wybacz, ze nie pieszczę –
Powiem więc bez ogrodki: oto młodyś jeszcze.
Piękniez to, gdy na tronie sędziwość się mieści;
Tyś nan wstąpił mający lat tylko trzydzieści,
Bez siwizny, bez zmarszczkow: zakał to nie lada.
Wszak siwizna zwyczajnie talenta posiada,
Wszak w zmarszczkach rozum mieszka, a gdzie broda
siwa,
Tam wszelka doskonałość zwyczajnie przebywa.
Nie byłeś, prawda, winien temu, ześ niestary;
Młodość, czerstwość i rześkość pięknez to przywary,
Przeciez są przywarami. Aleś się poprawił:
Juz cię tron z naszej łaski siwizny nabawił.
Poczekaj tylko, jeśli zstarzeć ci się damy,
Jak cię tylko w zgrzybiałym wieku oglądamy,
Będziem krzyczeć na starych, dlatego ześ stary.
To juz trzy, com ci w oczy wyrzucił, przywary.
A czwarta jaka będzie, miłościwy panie?
O sposobie rządzenia niedobre masz zdanie.
Krol nie człowiek. To prawda, a ty nie wiesz o tym;
Wszystko ci się coś marzy o tym wieku złotym.
Nie wierz bajkom! Bądz takim, jacy byli drudzy.
Po co tobie przyjacioł? Niech cię wielbią słudzy.
Chcesz, aby cię kochali? Niech się raczej boją.
Coześ zyskał dobrocią, łagodnością twoją?
Zdzieraj, a będziesz moznym, gnęb, a będziesz wielkim;
Tak się wsławisz, a przeciw nawalnościom wszelkim
Trwale się ubezpieczysz. Nie chcesz? Tym ci gorzej:
Przypadać będą na cię niefortuny sporzej.
Zniesiesz męznie – cierpze z tym myślenia sposobem;
Wolę ja być Krezusem anizeli Jobem.
Świadczysz, a na złe idą dobrodziejstwa twoje.
Czemuz świadczysz, z dobroci gdy masz niepokoje?
Bolejesz na niewdzięczność – alboz ci rzecz tajna,
Że to w płacy za łaski moneta zwyczajna?
Po co nie brać szafunku starostw, gdy dawano?
Po tym ci tylko w Polszcze krole poznawano,
A zagrzane wspaniałą miłością ojczyzny,
Kochały patryjoty dawcę krolewszczyzny.
Księgi lubisz i w ludziach kochasz się uczonych,
I to zle. Porzuć mędrkow zabałamuconych.
Żaden się narod księgą w moc nie przysposobił:
Mądry przedysputował, ale głupi pobił.
Ten, co niegdyś potrafił floty dunskie chwytać –
Krol Wizimierz – nie umiał pisać ani czytać.
Waszej krolewskiej mości nie przeprę, jak widzę;
W tym się popraw przynajmniej, o co ja się wstydzę.
Dobroć serca monarchom wcale nie przystoi,
To mi to krol, co go się kazdy człowiek boi,
To mi krol, co jak wspojzrzy, do serca przeniknie.
Kiedy lud do dobroci rządzących przywyknie,
Bryka, mościwy krolu, wzgląd wspacznie obroci:
Zły, gdy kontent, powolny, kiedy się zasmuci.
Nie moje to jest zdanie, lecz przez rozum bystry
Dawno tak osądziły przezorne ministry.
Wiedzą oni (a czegoz ministry nie wiedzą?),
Przy styrze ustawicznie, gdy pracują, siedzą,
Dociekli, na czym sekret zawisł panujących.
Z tych więc powodow, umysł wskroś przenikających,
Nie trzeba, mości krolu, mieć łagodne serce:
Zwycięz się, zgaś ten ogien i zatłum w iskierce!
Żeś dobry, gorszysz wszystkich, jak o tobie słyszę,
I ja się z ciebie gorszę i satyry piszę.
Bądz złym, a zaraz kładąc twe cnoty na szalę,
Za to, ześ się poprawił, i ja cię pochwalę.


Do krola - IGNACY KRASICKI