Українська та зарубіжна поезія

Вірші на українській мові



Prozowierszem

Od zielonej lampy
na białym obrusie
kładą się połkola
ekstatyczne.
Chryzantemy milczą.
Pianino słucha.
Biały mops na pomaranczowym taborecie.
Granatowe niebo jest usiane gwiazdami, jak
sztandar amerykanski.
Z okna trzeciego pietra wyjrzał lunatyk i nie
spotkawszy księzyca wrocił w łoze małzenskie,
jak przyzwoity obywatel.
A księzyca nie ma.
Księzyc ma stosunek z kotem na dachu
sąsiedniej kamienicy.
Zegar cyka:
Juz czas. Juz czas.
Teraz wrocę juz zaraz ze swojego koncertu,
pełen owacji,
recytacji
i wibracji,
jak potrącona mandolina.
Kiedy wbiegnę po schodach i stanę na progu.
Mops ugryzie mnie w łydkę,
a ty podniesiesz się z wolna ze swojego malenkiego,
utulnego fotelika.
Będziesz wyzsza i smuklejsza niz zwykle,
a po koncach lokow, co ci spadają na szyję,
poznałem, ześ na mnie czekała.
Dlatego powiem jaknajobojetniej:
– Dzien dobry. –
I – Śliczna pogoda… –
A potem – Strasznie chce mi się pić –
Wtedy ty podejdziesz do mnie zupełnie blisko –
blisko
i bez słowa podasz mi swoje małe,
wykrojone,
ładne
usta.
Pochylam się nad nimi i piję,
az powoli lampa, mops i porcelanowy Paderewski
zaczynają tanczyć jakiegoś dziwnego cake –
walka,
coraz prędzej, coraz prędzej,
a pośrodku tego wszystkiego
siedzi wielki czarny kot z zielonymi
fosforyzującymi oczyma,
ktore znam tak dobrze.
Ale po trochu i te oczy zaczynają się powlekać
lekką, puszystą mgłą,
a skądś z daleka,
z zaświatow
słyszę cichy, mistyczny szept,
jak szelest strun,
wieczorem.
– Zanieś mnie na otomanę… –


Prozowierszem - BRUNO JASIEnSKI