Українська та зарубіжна поезія

Вірші на українській мові

Gwiazdy

Tej nocy niebo w dreszczach od gwiazd mrugawicy
Kołysało swoj bezmiar w sąsiednie bezmiary,
To w proznię swe radosne unosząc pozary,
To zblizając je znowu ku mojej zrenicy.

Patrzę, niby przez nagły w mej ślepocie wyłom,
A światy roziskrzone – zaledwo na mgnienie
Odsłaniają mym oczom, jak nieba mogiłom,
Dalekie, zatajone w srebrze ukwiecenie.

Odsłaniają swe jary, wzgorza i parowy,
Juz z jednego szum borow płonących dolata,
Z drugiego – cisza grobow, a z trzeciego świata –
Krzyk o pomoc i zawiew południa lipcowy.

Zasłuchany, wpatrzony stoję tak do świtu,
Az niebo wron zbudzonych przesłoni gromada,
Gwiazdy giną w jaśnistych roztopach błękitu,
I gąszcz rosy na rzęsach zbłyskanych osiada.

Skron znuzoną pochylam do stogu na łące,
Garścią rozcwierkanego rojem świerszczow siana
Rzezwię oczy, smugami gwiazd jeszcze gorące,
I do snu odniałego padam na kolana.

I śni mi się i trwogą uderza do głowy
Krzyk o pomoc i zawiew południa lipcowy.


Gwiazdy - BOLESłAW LEśMIAN