Українська та зарубіжна поезія

Вірші на українській мові



Upior



Kiedyś knez Dreptak jeszcze w łoznicy
Lezał przed pojściem do łazni,
Az tu przychodzą don wojownicy,
Hej, wojownicy odwazni.
Zdumiał się Dreptak, koszulę spuścił,
Co ją chciał ściągnąć przez głowę
– A was – zapytał – kto tutaj wpuścił
na te komnaty kneziowe?
Pod nimi zasię drzą az kolana,
Cali ze strachu się pocą…
– Myśmy – rzekł jeden – przyszli do pana,
bo w zamku coś straszy nocą.
Oj, straszy, straszy, i całkiem niezle
Chowa się w rozne framugi,
Chodzi po zamku w jedwabnym giezle,
A pysk ma, o… taaaaki długi!
Uszy ma takie wielkie jak kapcie,
A oczki całkiem maciupcie,
Więc, mości ksiązę, wy to coś złapcie,
Albo w ogole coś zrobcie.
Tu knez okazał męstwo i władzę
I rzekł: – Nie martwcie się, goście,
Juz ja z tą zgagą sobie poradzę,
A teraz pa! Się wynoście!
A kiedy wyszli, bijąc pokłony,
Ksiązę wyskoczył spod koca
I krzyknął, wpadłszy do izby zony:
– Ty, gdzie się włoczysz po nocach?



Upior - ANDRZEJ WALIGoRSKI